RECENZJE

"Lochy Watykanu" w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu

"Brutalne inicjacje"

«Klata przeniósł "Lochy Watykanu" Gide'a w realia współczesne i polskie, pragnąc ukazać zderzenie masowego nihilizmu z katolickim integryzmem. Wątek uwięzienia papieża przez masonów stanowi więc w adaptacji odbicie paranoicznych wyobrażeń zachowawczej części rodzimego Kościoła tropiącej antychrześcijańskie spiski. W wytwórni dewocjonaliów Amedeusza stoją figury Matki Boskiej miażdżącej stopą węża-szatana i wisi wielki jak billboard obraz Jezusa z gorejącym sercem. Gdy Protos, udający zakonnika, w trakcie wtajemniczania Hrabiny w plan krucjaty włącza odbiornik radiowy, dobiega z niego zbiorowo odmawiana w toruńskiej rozgłośni ojca Rydzyka modlitwa Zdrowaś Mario. Amedeuszowi wyruszającemu do Rzymu, aby uwolnić papieża, żona Arnika wiąże na szyi biało-błękitną chustę, jaką noszą pielgrzymi. Jerzy Senator jako poczciwy Amedeusz stał się więc Rycerzem Niepokalanej, choć natychmiast ulega Karoli w domu publicznym "Roma Amor". Audiencja u fałszywego kardynała nie odbywa się jak w powieści w Neapolu, lecz w Rzymie na tle fontanny z placu św. Piotra i z udziałem Protosa przebranego za członka Gwardii Szwajcarskiej. Odziany w purpurowe szaty Cave, sięgając po gitarę, prosi Amedeusza o wspólne wykonanie "Barki", ulubionej pieśni Papieża-Polaka, ale po chwili intonuje "I Can?t Get No Satisfaction" The Rolling Stones wprawiając pątnika w komiczną ekstazę. (...) Gang Protosa reprezentuje w spektaklu młodzieżowe subkultury oparte na kulcie przemocy i nienawiści do tradycyjnych wartości. W prologu czterosobowa grupa śpiewa "Sytmpathy for The Devil" jak hymn satanistów, a jej poczynania cechuje okrucieństwo widoczne szczególnie w scenie mordowania Karoli. Protos i Cave, sugestywnie grani przez Eryka Lubosa i Krzysztofa Boczkowskiego, natychmiast zresztą giną od kuł policyjnych snajperów. Lafcadio Marcina Czarnika błąka się między nihilistami a katolikami niczym w labiryncie wielokrotnie ewokowanym w inscenizacji przede wszystkim za sprawą przesuwanych przez maszynistów klatek, w których dzieją się poszczególne epizody. Wkraczający w dojrzałość, pozbawiony oparcia w religii i moralności, Lafcadio eksperymentuje na sobie i innych. Początkowo nosi strój w stylu grunge z elementami militarnymi, a po odziedziczeniu spadku ekscentryczny frak i utlenione włosy niczym rockowy wokalista. Wyrzucenie Amedeusza z pociągu jest wynikiem chwilowego impulsu, choć staje się elementem przewrotnej gry prowadzonej z pisarzem Juliusem. Gide zamknął powieść w momencie, gdy Lafcadio rozważa, czy zgłosić się na policję jako sprawca zbrodni. W adaptacji Klaty Lafcadio po uwiedzeniu bratanicy Glorii przyznaje się do grzechu kazirodztwa, pisząc kredą na ścianie: Jestem twoim stryjem, lecz ma na nagim torsie wymalowane gorejące serce z wizerunku Jezusa. W epilogu miota się w przedziale pędzącego pociągu. Na tablicy elektronicznej wyświetlającej jego myśli przed dokonaniem zabójstwa pojawiają się słowa "Zdrowaś Mario". Nieco wcześniej modlitwa ta była odmawiana przy trumnie ze zwłokami Amedeusza, który dostępował odkupienia za sprawą Bożego miłosierdzia. Spektakl ukazuje więc alternatywę duchową, ideową i kulturową, przed jaką stają młodzi Polacy. Choć Klata nie cofa się przed prowokacjami na granicy bluźnierstwa czy grubymi żartami oraz posługuje motywami i stylistyką dzisiejszej kultury masowej, w istocie jest obrońcą chrześcijańskich wartości. Pierwsza część spektaklu toczy się trochę niemrawo bez wyraźnego rytmu, ale druga, niezwykle dynamiczna, dowodzi, że Klata opanował już reguły multimedialnej inscenizacji z filmowymi projekcjami, komputerowymi animacjami i rockowymi piosenkami. Lecz jego atutem jest przede wszystkim odważne poruszanie w teatrze najbardziej drażliwych spraw społecznych i prezentowanie własnych przekonań.»

Rafał Węgrzyniak, "Odra" nr 12, grudzień 2004

"Kult tricków i gadżetów"

« Powstało dzieło niespójne, meczące ogromem użytego czasu i środków. Czytelne w jednej warstwie - jest nią satyra na polski katolicyzm. Reżyser przeniósł akcję powieści Andre Gide'a z 1914 r. do współczesnej Polski. Niestety - przy pomocy grepsów. Na przykład nagranej z Radia Maryja modlitwy, która zagłusza poufne informacje przekazywane przez zakonnika. (...) Ale zestawienie wiary w antykatolicki spisek masonerii z toruńską rozgłośnią nie brzmi szyderczo, tylko nijak. Podobnie nic nie dzieje się z " Barką". Ulubioną pieśń Ojca Świętego Jana Pawła II na scenie śpiewa fałszywy kardynał Cave przy wtórze gitary. Zaraz po niej purpurat daje czadu hitem The Rolling Stones "Satisfaction". Ale profanacja religijnej pieśni, przypominająca, że po śmierci Papieża Polaka "Barka" stała się przebojem, nie brzmi dotkliwie. Klata namalował powierzchowny portret polskiego katolicyzmu. Zatrzymał się na ornamentach: wytwórni dewocjonaliów, pielgrzymiej chuście, billboardzie z Chrystusem. Ale nawet one mogłyby brzmieć oskarżycielsko. Szczególnie dziś (...) gdy po śmierci Jana Pawła II na rynku pojawiły się niezliczone dokumenty Jego posłannictwa: filmy w każdym z możliwych formatów, albumy, książki, kolekcje dodatków do wysokonakładowej prasy, figurki gipsowe i spiżowe monumenty. Ale to też nie brzmiało. Bo satyrę rozwadnia morze widowiskowych atrakcji. Oprawa muzyczna łączy "Sympathy for the Devil" Stonesów - śpiewane przez kumpli Protosa. ufryzowanych na satanistów - po "Creep" Radiohead. Fragmenty muzyczne zapychają dziury, gdy technicy przepychają po scenie kontenery z fragmentami scenografii. Zbyt wiele razy podczas trzech godzin epizodycznego przedstawienia... Plastykę uzupełniają projekcje świetlne, stroboskopy, neony, wyświetlacze diodowe... Odpowiednikiem sentymentalnego polskiego katolicyzmu jest reżyserski kult tricków. Ale polski katolicyzm to nie tylko zewnętrzność, symbolizowana przez podświetlane serce Jezusa, i moherowe berety - których zresztą w przedstawieniu zabrakło. »

Leszek Karczewski, "Gazeta Wyborcza ? Łódź" nr 266, 16 listopada 2005

Rozmowy o "Lochach Watykanu"

"Różaniec może odwrócić losy świata"

« Małgorzata Matuszewska: Tytuł "Lochy Watykanu" kojarzy się z okowami, z ograniczeniami, w których żyją ludzie. Jakie to ograniczenia dla współczesnych Polaków?
Jan Klata: Fanatyzm. Staram się dociec, co może wyniknąć ze starcia poglądów współczesnych mieszkańców Polski. Żyją na różnych biegunach, a te bieguny to z jednej strony Radio Maryja, z drugiej zaś Radiostacja. Radia Maryja słuchają ludzie prości, ocierający się o fanatyzm religijny. Radiostacji - młodzi, którzy dzielą świat na ładnych i brzydkich, biednych i bogatych, i jednoznacznie opowiadają się po stronie przyjemności. Słuchaczy obu stacji absolutnie nic nie łączy, ale jedni i drudzy są poddawani manipulacjom.

Słuchacze Radia Maryja, jak rozumiem, są manipulowani przez ojca Rydzyka. A słuchacze Radiostacji - przez kogo?
- Przez popkulturę, która zastępuje pojęcia: dobro i zło pojęciami: przyjemność - brak przyjemności, bogactwo - bieda, brzydota - uroda.
- To znaczy, że nie ma tu miejsca na wartości?
- Nie ma miejsca na wartości chrześcijańskie. To świat postchrześcijański, mentalnie migotliwy. Młode pokolenie porozumiewa się ze sobą całkiem innym kodem kulturowym niż ich ojcowie. Wychowali się na Nirvanie, Franku Zappie, Patti Smith, która śpiewa "Chrystus umarł za czyjeś grzechy, ale nie za moje". Obok nich żyją ludzie, dla których największym autorytetem jest Ojciec Dyrektor. Nawet Papież staje się znakiem popkultury.
To znaczy?
- Kiedyś obserwowałem pielgrzymów idących na spotkanie z Janem Pawłem II. Wszyscy trzymali w rękach baloniki z jego wizerunkiem. I zamilkli na widok dziecka, które niosło taki sam balonik jak ich, ale z podobizną Myszki Miki. Czy to nie znak popkultury? »

"Gazeta Wyborcza ? Wrocław" nr 8, 9 stycznia 2004